Temat zawsze wraca jak bumerang, więc żeby nie odpisywać każdemu z osobna pozwolę sobie popełnić ten jednorazowy wpis. Pewnie zastanawiacie się, czemu w moich tekstach na tym blogu i innych kanałach jest tyle błędów? Otóż odpowiedź jest banalnie prosta. Posiadam taką świetną umiejętność jak DYSLEKSJA. STOP STOP STOP! Wiem, właśnie zaświerzbiały Was palce żeby napisać do mnie że jestem dys-ułomny, głupi, leniwy i w ogóle powinienem się w końcu nauczyć gramatyki bo dysleksja to ściema dla leniwych. I wiecie co? Zgodzę się z tą opinią, przynajmniej częściowo. Za czasów jak chodziłem do gimnazjum, u mnie w szkole co druga osoba twierdziła że ma dysleksja. Oczywiście troskliwe mamusie załatwiały dzieciom na szybko papiery w pseudo poradniach i lenie nie musiały się uczyć gramatyki. Dlatego społeczny odbiór tej przypadłości jest cholernie negatywny. Nie dziwię się temu bo większość ludzi ma rację że neguje pseudo dyslektyków. Niestety odbija się to negatywnie na osobach faktycznie posiadających różne formy dysfunkcji gramatyczno lingwistycznych. Przez lata doświadczałem tego na swojej skurze, słysząc masę negatywnych komentarzy.

W mojej szkole było 12 klas, średnio po ponad 25 osób klasie, co dawało liczbę prawie 1000 dzieciaków. Tak jak wspomniałem połowa z nich legitymowała się papierem na jakieś dysfunkcje, ale na zajęcia wyrównawcze chodziło… 8 osób z całego gimnazjum i podstawówki (szkoła łączona), ze wszystkich roczników! Ja spędziłem na takich zajęciach 6 lat (zaczynając jeszcze w podstawówce), popierdalając wesoło dwa razy w tygodniu po lekcjach, kiedy reszta dawno już kopała piłkę na placu.

Jak “leczy” się dysleksję?
Otóż nie leczy się jej, bo jest nieuleczalna. Tak naprawdę cały proces orzeczenia o dysleksji składa się z 3 części:
  • Po pierwsze wizyta u psychologa (nie szkolnego, tylko w konkretnej, sensownej placówce). Tam robione są różnorakie testy, między innymi na iloraz inteligencji aby stwierdzić czy dziecko nie jest opóźnione w rozwoju przez co może mieć problemy z przyswojeniem gramatyki. Co więcej większość osób posiadających to schorzenie ma podwyższony iloraz inteligencji, więc nazywanie nas debilami trochę mija się z prawdą, a i takie inwektywy słyszałem.
  • Po drugie, jak już “przejdzie się” testy u psychologa to kierowani jesteśmy na zajęcia wyrównawcza. Tam na początku kujemy zasady ortografii na blachę. Właśnie po to żeby wykluczyć lenistwo czy niechęć do nauki. Będąc w 5 klasie podstawówki znałem gramę lepiej niż moja nauczycielka polskiego, a obudzony o 3 w nocy mogłem wyrecytować jak pisze się grzegrzółka.
  • Po trzecie, jak już mamy pewność że dziecko nie jest ani opóźnione ani leniwe, tylko faktycznie posiada dysleksję zaczyna się cudowny proces wyrabiania nawyków w pisaniu. Bierze się “na tapetę” na danej lekcji jakiś wyraz, a potem każe się go pisać dzieciom w kółko macieju, po tysiąc razy żeby wyrobić coś na kształt pamięci mięśniowej, odruchu w pisaniu. Pamiętam do dziś jak pisałem na przykład “już” żeby wpoić sobie że nie piszemy “jóż”, “jusz” czy "jurz”.

Jak przejdziemy tą katorgę to dostajemy w nagrodą 2 “bonusy”:
  • Po pierwsze na testach (gimnazjalny, czy matura) mamy bonusowy czas (bodajże 30 minut czy nawet godzinę) co jest debilizmem w samo w sobie bo większość z nas rozwiązuje zadania dużo szybciej niż reszta, ale czemu tak się dzieje to o tym za chwilę.
  • Po drugie dodatkową kartę odpowiedzi do zaznaczenia żeby przenieść raz zaznaczone odpowiedzi na drugą kartę. Żeby było śmieszniej to liczone są tylko te odpowiedzi które są identycznie zaznaczone na obu kartach, a jak jest różnica to liczone jest to jako zła odpowiedź. Więc sam nie wiem, po co takie “ułatwienie”, chyba żeby się móc łatwiej pierdolnąć.
  • Może coś się zmieniło, ale tak było na moim teście gimnazjalnym, bo na maturze już podziękowałem i nie skorzystałem z tego zajebistego “ułatwienia”. Ci którzy mówią że dyslektycy nie muszą pisać dyktand opowiadają bzdury. Moje polonistki przez cały proces edukacji z satysfakcją raczyły mnie jedynkami przy każdej takiej okazji.


Dobra, to czym jest ta cała dysleksja?
Problem jest taki że dys-funkcji jest wiele, i często mianem dysleksji określa się je wszystkie. Do jednego wora wrzuca się dysgrafię (częściowa lub całkowita utrata umiejętności pisania), dyskalkulię (zaburzenia w wykonywaniu działań arytmetycznych), czy nawet hit który mnie kiedyś rozłożył na łopatki daltonizm (problem z rozpoznawaniem odcieni kolorów).
Sama dysleksja posiada kilka odmian. Nie będę się zagłębiał szczegółowo w każdą z nich, ale opisze na szybko jak to u mnie wygląda:

Każdy z nas pisząc popełnia błędy, częściej lub rzadziej ale jednak zawsze. Pewnie zauważyliście, że wielu z Was lub Waszych znajomych kiedy nie jest pewnych jak się coś pisze, zapisuje ten wyraz na dwa sposoby i skupia się jakby tylko na nim. Taki proces właśnie zachodzi w naszym mózgu kiedy czytamy i piszemy. Składamy literki, nadajemy im znaczenie i wizualizujemy sobie w głowie obraz danej rzeczy. U mnie właśnie ten proces jest zaburzony. Kiedy widzę literki od razu wizualizuje sobie co one znaczą. Proces nadawania im znaczenia jest niemal całkowicie pominięty. Przykład? Bardzo proszę:

Proces u normalnego człowieka:
Czytam literki -> składam je w słowo i nadaje słowu znaczenie po przez skojarzenia i posiadana wiedzę -> wyobrażam sobie co to słowo znaczy w mojej głowie
D R Z E W O -> Drzewo -> Duża roślina, brązowy pień, zielone liście, korona drzewa -> Obraz drzewa w mojej głowie

Proces u dyslektyków
Czytam literki -> wyobrażam sobie co to słowo znaczy w mojej głowie
D Ż E W O -> Obraz drzewa w mojej głowie

Właśnie poprzez pominięcie tego środkowego procesu nie dostrzegamy błędów w pisowni.

Owszem, kiedy chodziłem na zajęcia wyrównawcze, każdy wyraz analizowaliśmy osobno i nie było problemu z powiedzeniem jak coś się piszę, ale jeśli tylko ułożę kilka wyrazów w ciąg to momentalnie wyobraźnia pracuje na 200% i już “nie widze” czytanego tekstu tylko wizualizuje w głowie co on oznacza.

Tutaj nasuwa się oczywiste pytanie: To czemu nie czytasz słowa po słowie? Odpowiedź jest prosta: Bo musiałbym usiąść z kartką która ma wyciętą dziurę i zasłaniać wszystko wokoło tak żeby w danym momencie widzieć tylko jedno słowo na raz i robić kilkusekundowe odstępy między każdym wyrazem, żeby nie wizualizować całości. W innym wypadku mogę przeczytać ten sam tekst 100 razy i 100 razy mechanizm się powieli, a ja nie zobaczę błędu. Pytanie tylko kto w Was spędziłby tyle czasu nad edycją własnego tekstu?

Tak wiem, teraz padnie mój ulubiony argument: “No to używaj edytorów tekstu, tam masz debilu wszystko ładnie podkreślone na czerwono”. Tutaj niespodzianka… otóż używam! TADAM! Każdy wpis zanim wrzucę na bloga pisze w edytorze i sprawdzam trzy razy - pod spodem dla przykładu screen jak wyglądał ten tekst zanim go poprawiłem. Jednak edytor to też jakiś soft i jest omylny, więc czasami coś po prostu mi nie podkreśli.

Czemu na wstępie napisałem “Posiadam taką świetną umiejętność jak DYSLEKSJA”. Bo przez lata miałem na tym punkcie kompleksy, aż do dnia w którym zacząłem być programistą. Odkryłem że to cholernie mi pomaga. Widząc przykładowy kod...

.box{
   width:300px;
   height:300px;
   background:#F0F;
   border:1px solid #444;
}

...nie muszę go analizować, po prostu mam w głowie obraz różowego kwadratu z grafitową obramówką. Nie czarujmy się, języki programowania są prostsze niż ludzkie języki, co więcej jak coś się napisze nie tak, to po prostu nam nie zadziała, a większość kompilatorów pokazuje nam nawet gdzie dokładnie popełniliśmy błąd. Co więcej właśnie wpisując coś 1000 razy utrwala mi się pisownia danej rzeczy - nie macie pojęcia jak długo pisałem widht :)

Co więcej zacząłem interesować się tematem dysleksji i odkryłem że całkiem sporo sławnych osób posiadało takie schorzenie i nauczyło się je wykorzystywać w swojej pracy. Między innymi: Einstein (fizyka), Bracia Grimm (pisarze!), Picasso (malarstwo), Newton (fizyka), da Vinci(nauka i sztuka), Darwin (biologia), Ford (motoryzacja), Rockefeller(biznes), Kennedy(polityka), Andersen(pisarstwo), Hemingway(pisarstwo), Dickens(pisarstwo), i wielu, wielu innych. Ponoć każdą baśń braci Grimm "deszyfrowano" kilka tygodni nim można było ją przeczytać. Właśnie zaburzenia czy dokładniej przyśpieszenie procesu wizualizacji pomogło wielu z nich osiągnąć sukces. Nie uważam żebym był ani lepszy, ani gorszy od innych ludzi. Po prostu mój mózg funkcjonuje trochę inaczej i dziś się do tego przyzwyczaiłem, nie mam ani kompleksów, ani manii wyższości.

Pamiętam jednak jedną szczególną sytuację w której kiedyś ojciec od mojej koleżanki powiedział przy mnie, nie wiedząc że jestem dyslektykiem, cytuje: “Ci jebani dyslektycy to lenie i krętacze, pasem należało ich lać jak byli mali to by się kurwa nauczyli gramatyki, a jak debile nie potrafią to niech najlepiej nic nie piszą”. Idąc tym tropem nie mielibyśmy piosenek Lennona, patentów Edison czy muzyki Mozarta, bo oni też należeli do tego grona. Czasami aż żal dupę ściska, że ludzie mają takie pojęcie i patrzenie na świat. Nie mniej jednak sztuką jest przekuć swoje niedoskonałości w atuty i to właśnie robię. Uważam że, w erze internetu składającego się z szybkiego przekazu, filmów na youtube i tekstów “opasłych” na całe dwa zdania pod śmiesznym obrazkiem, należy znaleźć miejsce i czas na "tradycyjnego" bloga, opartego o merytoryczną wiedzę. Co do taty koleżanki to oczywiście zjebałem go i zacząłem się z nim wykłócać próbując mu wytłumaczyć że jego podejście jest na poziomie kogoś, kto “kazałby wstać z wózka niepełnosprawnemu lub ogarnąć się daltoniście, a nie udawać że mają problemy” ale do niektórych ludzi po prostu nie da się dotrzeć, bo poziom empatii mają na poziomie swojej inteligencji czyli nie za wysoko.

Nie ukrywam że kucie i powtarzanie zasad gramatyki odpuściłem sobie już dawno, ile mogę tyle poprawiam w edytorze, ale tutaj czy w jakiś innych miejscach w których piszę, po prostu olewam wiadomości z cyklu: “popraw sobie błąd bo masz go tutaj i tutaj i jak to wygląda”. Wygląda jak wygląda, rozumiem dobre intencję znajomych którzy wysyłają mi takie wiadomości, ale szczerze ? I tak poświęcam 10 razy więcej czasu na wszystko co piszę i wrzucam w neta niż 99,9% użytkowników, więc takie wiadomości po prostu ignoruję, bo życia by mi nie starczyło na poprawianie każdej literówki i dodawaniu przecinków.

Jeśli przekonał (i nie zanudził na śmierć) Was ten tekst to zapraszam do dalszej lektury bloga ,
a jeżeli dalej macie problem i uważacie że dysleksja to wyraz lenistwa i głupoty kliknijcie ten link.

Dzięki i pozdrawiam
Daniel


Tak jak obiecałem - orginał, chodź i tak juz dość mocno poprawiony, bo mam odruch od razu coś korygować jak widzę że podkreśla.